Pierwszy dzień w Holandii. Kłamstwo za kłamstwem.

Zacznę od podróży busem, ponieważ nigdy nie zapomnę tych 10 godzin. Do teraz zastanawiam się, jak głupia byłam, że nie odezwałam się żadnym słowem. Finalnie nic się nie stało. Ale mogło i wtedy na słowa byłoby za późno.
Tak więc, teraz wyobraźcie sobie kierowce jadącego 140km\h, który nie wie czym są migacze. Nie zwalnia, ponieważ ma ustawiony tempomat. Liczy się czas i kasa a nie bezpieczeństwo pasażerów. Ogólnie czujesz się niepewny i zagrożony, szczególnie siedząc z przodu ze swoją miłością. Co z tego, że masz zapięte pasy, skoro osoba za tobą zmiażdży Cię swoim ciężarem ciała. Jest duży stres, bo to pierwszy wyjazd, świat wydaje się nieprzyjazny, bo chyba najbardziej boimy się nieznanego i zmian. Otoczony tymi nieprzyjemnymi, negatywnymi myślami, dostrzegasz nagle, że kierowca, nie zmieniając prędkości zaczyna rozmawiać przez telefon. Myślisz sobie, dobra dużo osób rozmawia przez telefon, to nic wielkiego, gorzej nie będzie. Po chwili jednak pan wyciąga pełno dokumentów i tocząc rozmowę telefoniczną, próbuje je przetłumaczyć na polski. Jedzie nie patrząc przed siebie, w jednej ręce trzymając telefon, w drugiej redbulla i koncentruje się na papierach położonych na swojej kierownicy. Oczywiście po przekroczeniu niemieckiej granicy zajął się swoją pracą. Kto by chciał dostać mandat w euro, prawda? A życie ludzi? Drobnostka. Na przyszłość poczytajcie opinie o firmie przewozowej zanim zarezerwujecie sobie miejsce. My nie mieliśmy wyboru, ponieważ przejazd załatwiała agencja pracy.
Dalej było tylko lepiej…
Agencja pracy zaoferowała nam wspólną pracę przy cebulkach kwiatów. Brzmiało średnio, ale przygotowaliśmy się na to psychicznie. Mieszkać mieliśmy w mieście, którego nazwę podano nam wcześniej. Nasze rodziny dostały wszystkie dane, tak żeby wiedzieli gdzie jesteśmy. Dla nich to też było zmartwienie. Gdy dojechaliśmy na miejsce kierowca poinformował nas, że biuro otworzą za 2 godziny i możemy poczekać w aucie. Dołączył do nas chłopak, który czekał już 3 godziny. Był zmarznięty i zmęczony, cóż bywa i tak. Przyjeżdżało coraz więcej busów z nowymi ludźmi. Gdy biuro zostało otwarte było nas około 30. Polacy pracujący w agencji, zajęli się rejestracją pracowników i przydziałem do hoteli. Wszystko się dłużyło, po podróży każdy jest zmęczony i marzy o łóżku więc samopoczucie było słabe. Wtedy wydarzyło się coś dziwnego, do teraz tego nie rozumiem. Jeden z koordynatorów zaprosił nas jako pierwszych i jedynych na osobności aby z nami porozmawiać. Powiedział nam, że to jego ostatni tydzień w tej pracy, a my jesteśmy tylko numerem i maszynką do robienia pieniędzy, że agencja w Polsce kłamie i powie nam wszystko na zachętę, ponieważ im za to płacą. Dostają pieniądze za ściąganie pracowników, nawet jeżeli nie ma dla nich pracy. Wspaniałe uczucie usłyszeć takie słowa na samym początku swojej przygody z Holandią i agencją pracy. Chociaż był szczery, to fakt. Wszystko co powiedział sprawdziło się w przeciągu następnej godziny. W biurze czekaliśmy na informacje o naszej pracy. Okazało się, że nie wiedzą gdzie będziemy pracować i mamy po prostu siedzieć i czekać na telefon. Byłam wściekła, jak mogą tak kłamać, człowiek przyjeżdża do pracy żeby się dowiedzieć, że jej nie ma a szansa, że będziemy pracować razem jest marna. Trudno przyjęliśmy to do wiadomości, przecież nic więcej zrobić nie możemy, trzeba czekać. Z biura odebrały nas kolejne busy aby zawieźć wszystkich na kwatery. Dowiedzieliśmy się, że nie będziemy mieszkać w mieście, o którym nam mówiono, za to wywieźli nas na totalną wieś gdzie otaczało nas tylko pole. Budynek wyglądał jak przerobiony ze stodoły. W środku znajdowało się 15 apartamentów 10 osobowych. W każdym apartamencie była wspólna kuchnia, dwie toalety i dwa prysznice. Pani, która opiekowała się obiektem, pokazała nam nasz pokój. Był tak mały, że mieściło się w nim tylko łóżko. Nie było żadnych półek ani stolika. Mieliśmy za to dwie metalowe szkolne szafki. Położyliśmy je jedna na drugą, wyciągnęliśmy drzwiczki i stworzyliśmy sobie półki na ubrania. Wtedy pierwszy raz płakałam nad swoim losem. Nerwy i zmęczenie wzięły górę, nie mówiąc już o tym otaczającym nas gównie. Zero sklepów, przystanków autobusowych, po prostu wielkie nic. Przez pierwsze dni byliśmy sami. Zdążyliśmy się jakoś przyzwyczaić i nie narzekać. Poszliśmy też do pierwszej pracy, której nie wspominamy dobrze ale jesteśmy pracowici i przetrwaliśmy wszystko. Prac było wiele, niektóre po 2 miesiące, niektóre 4. W Holandii trzeba być elastycznym i się raczej nie przyzwyczajać do miejsc i ludzi. Do naszego apartamentu trafili ludzie, których naprawdę lubiłam. Mieszkało nam się razem dobrze, bez sporów i problemów. Było czysto i przytulnie. Mogliśmy czasami napić się piwka z nimi i zagrać w gry planszowe. Ludzie byli fajni, ale do czasu, rotacja jest wielka i nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Bywały gorsze i lepsze momenty. Za niektórymi chwilami i ludźmi tęsknie, ale nigdy nie wróciłabym do tego miejsca. Nie wiem nawet, czy chciałabym wrócić do Holandii…
Czy ktoś przeżył coś podobnego, czy tylko my mieliśmy takiego pecha?
W następnym wpisie chcę napisać trochę o zarobach, opłatach, cenie żywności i o tym czy można dużo odłożyć. Pozdrawiam i dzięki, za dobrnięcie do końca. Kiss kissdepositphotos_6232603-stock-photo-thumb-down

2 myśli na temat “Pierwszy dzień w Holandii. Kłamstwo za kłamstwem.

Dodaj własny

  1. Witaj, trafiłem na Twojego bloga przypadkiem. Jeśli chodzi o Holandię to z tego co ja się orientuje to bardzo często pojawia się sytuacja podobna do Twojej. Warto porozmawiać ze znajomymi którzy już wyjeżdżali w celach zarobkowych do tego kraju, o ile się oczywiście takich ma lub zorientować się na internecie, mam wrażenie że wyjechałaś trochę na gorąco 🙂 Ja po zaczerpnięciu lektury odstawiłem Holandię na bok, pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

    1. Zgodzę się z Tobą. Cały wyjazd był na gorąco, ale taką wtedy mieliśmy sytuacje. Był listopad więc aż tyle pracy agencje do zaoferowania nie miały. Wybraliśmy to co wydawało się najlepsze. W internecie nic sensownego nie dało się wyczytać, to młoda agencja. Dobrze zrobiłeś, że zrezygnowałeś z tego pomysłu, tam nie ma szansy rozwoju czy awansu, ciężka sprawa. Dziękuje za uwagę i zapraszam gdy dodam następny wpis. Pozdrawiam z Tyrolu!!! 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: